cze
pon
7


Jest to piękna opowieść wyjaśniająca, skąd na ziemi wzięła się pieśń czyli muzyka i śpiew. Okazuje się bowiem, że Bóg stworzył bardzo ładny świat, z falującymi morzami, lądami koloru czekolady, na nich góry przysypane śniegiem, u podnóża kwitnącą różnymi kolorami roślinność, zwierzęta, ptaki i ludzi, lecz zapomniał dać im głosu. Wszędzie panowała więc cisza, było niemo i smutno. Król ptaków, orzeł, również przyzwyczaił się do tej ciszy, l wszystko toczyłoby się dalej tak samo, gdyby przypadkiem orzeł nie wzbił się bardzo wysoko i nie dofrunął do nieba. Ujrzał tam, jak aniołowie z wiązki pereł biorą po jednej do ust i rozpoczynają śpiewy. Ptak zachwycił się anielskimi trelami, ze wzruszenia płakał i śmiał się. Gdy powrócił na ziemię, było mu smutno, nic z otaczających wspaniałych rzeczy nie cieszyło go. Chował się po dzikich szczytach, znikał gdzieś na całe dnie i nikt ze zwierząt nie mógł mu pomóc. Myśl o śpiewie dręczyła go do tego stopnia, że postanowił ukraść naszyjnik z pereł. Zakradł się więc do nieba, gdy aniołowie pokładli się spać, ostrym dziobem i szponami otworzył szkatułkę i wykradł sznur pieśni. Przy tym skrzywił mu się dziob i wygięły szpony. Ale nie doniósł pereł na ziemię. W powietrzu sznurek pękł i drogocenne klejnoty rozsypały się. Jedna z pereł wpadła do morza i zaczęło ono śpiewać. Inna potoczyła się w las i zaszemrał strumyk. Najwięcej z nich zostało połkniętych przez ptaki. Odtąd ich śpiew rozbrzmiewa wokół i uprzyjemnia życie. Ludzie też zyskali na tej zdobyczy. Zaczęli mówić, mogli nawet śpiewać, nieme dotąd instrumenty przemówiły. Wprawdzie perły po kilku dniach „roztopiły się i w mgle wieczornej uniosły się znów do nieba”, jednak pieśń pozostała. Orzeł okazał się Prometeuszem ludzkości. Tak jak tamten ukradł bogom na Olimpie ogień i podarował ludziom, tak ptak wzbogacił ziemię o śpiew. Ten motyw wędrowny dobroczyńcy powtarza się w mitach i legendach. Istnienie więc na ziemi śpiewu, muzyki, talentu muzycznego zawdzięczamy królowi ptaków. Trudno byłoby sobie wyobrazić życie bez świergotu małych wróbelków, radosnego oznajmiania wiosny przez skowronka, czy wieczornych trelów słowika. Smutno byłoby bez dźwięków wydawanych przez instrumenty muzyczne, czy bez pięknych pieśni, jakie zawsze towarzyszyły ludziom. Każdy z nas otrzymał perłę pieśni. Jedni, jak wielcy kompozytorzy czy artyści, większą, inni całkiem małą. Jedno jest pewne: pieśń „towarzyszy w smutku i weselu, przy pracy i w boju”.

cze
czw
3


Legenda o Janie i Cecylii wyjaśnia pochodzenie rodu Bohatyrowiczów, drobnej szlachty zaściankowej żyjącej i pracującej na swej ziemi tuż za granicą posiadłości Korczyńskich. Mieszkańcy zaścianka z pokolenia na pokolenie przekazują historię swoich przodków, a ich grób w puszczy otaczają pamięcią i czcią. Jak mówi stary Anzelm Bohatyrowicz:„Niktjej nie opisywał i w książkach nie drukował (…). Jeden człowiek opowiadał ją drugiemu i tak ona z daleka, jak rzeka przez różne kraje, przez przeddziadów, dziadów i ojców naszych przypłynęła aż do nas”. Dawno temu, w sto albo i więcej lat po przyjęciu przez Litwę chrześcijaństwa, z dalekiej Polski przybyło do nadniemieńskiej puszczy dwoje ludzi. Ubiór i mowa Cecylii wskazywały na pochodzenie z bogatego rodu, zaś krzepka postawa i ogorzała twarz Jana sugerowały, iż wywodził się z pospólstwa. Nie wyjawili swych nazwisk, jakby obawiali się pościgu i pragnęli ukryć się przed ludzkim wzrokiem. Zamieszkali w puszczy w pobliżu wielkiego dębu. Rozpoczęli ciężką i znojną pracę. Jan „zrąbywał drzewa, oprawiał kłody i budował, a ona zbierała orzechy i dzikie jabłka, gotowała rybę, doiła bawolicę, (…) naprawiała odzież”, a wieczorem „siadała przy jego głowie, śpiewając i grając na harfie”. Kochali się bardzo i nawzajem wspierali w pracy i odpoczynku. Wiedli niebezpieczne życie wśród dzikiej zwierzyny. Znosili trudy i niewygody, pokonywali groźne siły przyrody, korzystali z dostatku płodów, jakie dawał im las. Wkrótce delikatne ręce kobiety zgrubiały, twarz ogorzała i tylko długie, jasne włosy czyniły ją „podobną do płowej łani, której trudności i samotności leśne najmilsze”. Jedyną ich przyjemnością był kontakt z dziką przyrodą i oswajanie zwierząt. Z radością jednak znosili głód, chłód i strach, bo ciężka praca przynosiła efekty. Po dwudziestu latach udało się im wykarczować duży kawał puszczy, zasiać zbożem i obsadzić warzywami, a nawet zbudować duży i piękny dom. Doczekali się potomstwa: sześciu synów i sześciu córek. Młodzi znaleźli sobie partnerów wśród okolicznych mieszkańców, zakładali rodziny i razem z rodzicami gospodarowali na ziemi, którą udało się im wydrzeć puszczy. Budowali nowe domy, powiększali tereny uprawne i tak tworzyli podwaliny pod przyszłą osadę.

maj
czw
27


Zbiór najpiękniejszych legend polskich rozpoczynają opowieści o najstarszych dziejach państwa polskiego, które znane są z „Kroniki polskiej” Galia Anonima. Mamy tu opowieść o trzech braciach, Lechu, Czechu i Rusie, którzy na czele swoich plemion wyruszyli na wędrówkę w poszukiwaniu miejsc do osiedlenia się. Lech powędrował na północ. Szedł długo przez wielkie, nieprzebyte puszcze. Wreszcie zatrzymał się na równinie nad brzegami Warty. Ujrzał tu żyzną ziemię, obfitość ryb i zwierzyny i tu postanowił pozostać. Na środku wielkiej polany rosło olbrzymie drzewo, a w jego gęstych konarach znajdowało się gniazdo orłów. Lech wziął to za dobrą wróżbę. Obrał białego orła za swój znak, a gród, który zbudował, nazwał Gnieznem. Jednym z pierwszych władców Polan był Popiel, mieszkający w Kruszwicy nad jeziorem Gopło, niedaleko od Gniezna. Był złym władcą, rządził krajem surowo i niesprawiedliwie. Chciał rządzić sam, bez rady starszych kmieci (tzw. wiecu). Z tego powodu dochodziło do konfliktów między kniaziem a kmieciami. W obawie o swoją władzę zaprosił na ucztę najznakomitszych gospodarzy i podał im zatrute przez żonę Niemkę jadło i napoje. Trupy zmarłych zostały wrzucone do Gopła. Wylęgły się z nich tysiące myszy i szczurów i ruszyły na Kruszwicę. Przerażony Popiel skrył się w murowanej wieży wznoszącej się na wyspie na środku jeziora. Gryzonie popłynęły za nim i zagryzły jego i całą rodzinę. Odtąd mówi się, że myszy zjadły Popielą. Następcą Popielą został Piast i zapoczątkował ród królów piastowskich. Ale zanim do tego doszło, był on zwykłym kołodziejem, szanowanym i kochanym przez innych kmieci. Zajmował się uprawą roli, pasieką i kołodziejstwem (wyrabianiem drewnianych wozów). Jego syn skończył właśnie siedem lat i zgodnie z odwiecznym zwyczajem rodzice przygotowali uroczystość postrzyżyn. Zaprosili sąsiadów, przygotowali duże ilości jadła i napojów.

maj
pt
21


Postać Janosika obrosła już legendą. Ten zbójnik góralski zasłynął ze swego sprytu, mądrości, ale też dobroci i litości wobec ludzi ubogich i cierpiących. Zdobytymi łupami dzielił się z innymi, szczególnie z potrzebującymi pomocy, skrzywdzonymi i wyzyskiwanymi. Dlatego uprawiany przez niego zawód, wprawdzie niecny i sprzeczny z przyjętymi normami moralnymi, w tym wypadku nabiera cech bohaterstwa i poświęcenia. W takiej też postaci czyny Janosika zostały przekazane w ludowych opowieściach. Janosik, legendarny harnaś, stał się bohaterem słowackich pieśni i opowieści prozą, które wyniosły go na słowackiego bohatera narodowego, obrońcę uciśnionych chłopów, mściciela ich krzywd. Inspirował również polskich twórców, np. S. Witkiewicza („Na przełęczy”) i K. Przerwę-Tetmajera („Ballada o Janosiku”). W reżyserii J. Passendorfera powstał film pt.„Janosik”. Legenda opowiada o życiu tego bohatera. Był studentem i wracał właśnie na wakacje do domu, gdy zabłądził w lesie. W końcu trafił do domu trzech czarownic. Poddały go one próbie wytrzymałości i odporności na ból. Wyszedł z niej zwycięsko. Wiedźmy orzekły: „Będzie z niego człowiek dzielny i wytrwały; warto, żeby został zbójnikiem. Musimy go oporządzić, jak należy, do tego rzemiosła”. Dały mu w prezencie czarodziejskie rekwizyty: ciupagę, na której mógł pokonywać odległości i która obroni od wszelkich niebezpieczeństw; koszulę i pas, które dadzą mu nadzwyczajną moc. Powiedziały także, że musi przejść jeszcze jedną próbę: okraść własnego ojca. Wrócił Janosik do domu. Następnego dnia ojciec wybierał się z pieniędzmi na jarmark. Przyszły Harnaś przebrał się, w swój cudowny strój, dopędził rodzica i odebrał mu pieniądze. W domu przyznał się do kradzieży i oddał zrabowane monety. Potem wyruszył w góry. Dobrał sobie kompanię rozbójników. Każdy z nich odznaczał się czymś nadzwyczajnym. Jeden podskakiwał do wierzchołka wysokiej jodły i ścinał go szablą, drugi łamał w ręku grube pnie drzew, inny kruszył w garści twarde kamienie. Drużyna pod dowództwem Janosika napadała na bogaczy, nigdy zaś na ubogich. Zdobyte skarby hojnie rozdawali biednym. Sława Janosika dotarła do cesarza w Wiedniu. Wysłał przeciw góralowi pułk żołnierzy.

maj
nie
16


Fragment powieści pod tytułem „Wilki. Mity i legendy” wyjaśnia okoliczności powstania starożytnego Rzymu. Oto w pobliżu rzeki, niedaleko wzgórza Palatyn, w kryjówce znajdującej się na zboczu góry, mieszkała para wilków. Właśnie urodziły się im wilczęta. Dorodna wilczyca wyszła ze skalnej szczeliny, by napić się wody w rzece. Skierowała swe kroki ku miejscu porośniętemu trawami, gdzie zwykle gasiła pragnienie. Jakaś tajemnicza siła kazała jej jednak udać się nieco dalej, „ku małej piaszczystej plaży, gdzie rzeka rozlewała się i płynęła leniwie”! gdzie kobiety przychodziły prać bieliznę. Gdy pochyliła się nad wodą, poczuła nieznany dotąd zapach. Dostrzegła płynący w jej stronę kosz. Mimo obaw zbliżyła się do zawiniątka, podniosła zębami białe płótno i ujrzała leżące w wiklinowym pojemniku dwa ludzkie noworodki. Byli to dwaj chłopcy, Remus i Romulus, synowie boga wojny Marsa i bratanicy króla Alby. Król ten, w obawie przed utratą tronu, kazał sługom odebrać dzieci matce i wrzucić je do w koszyku do rzeki Tybr. Wilczyca delikatnie przeniosła maleństwa do swojej nory i położyła wśród szczeniąt. Karmiła je swoim mlekiem przez cały rok. W opiece nad ludzkimi niemowlętami pomagał jej dzięcioł. Ostrzegał przed ewentualnym niebezpieczeństwem, przynosił maluchom słodkie jagody. Młode wilczęta stawały się coraz bardziej samodzielne, lecz obaj chłopcy jeszcze długo wymagali opieki. Gdy pewnego razu wilczyca wracała z polowania, ujrzała przed swoją kryjówką postać pasterza. Jak mówi legenda, odnalazł on parę niemowląt! zabrał je z wilczej nory. Przygarnął je i wychował. Gdy chłopcy dorośli, dowiedzieli się o swoim pochodzeniu. Zabili króla, który chciał pozbawić ich życia, przywrócili tron prawowitemu władcy. U stóp wzgórza Palatyn postanowili zbudować miasto. Wróżba z lotu ptaków wskazała, iż to Romulus zostanie królem. To on w miejscu, gdzie odnalazła i wychowała niemowlęta wilcza matka, wzniósł wielki i ogromny gród. Od swego imienia nadał mu nazwę Roma, czyli Rzym. Jego mieszkańcy uczcili pamięć wilczycy, która posłuszna nakazom bogów wy-karmiła dzieci. Wykonali w brązie pomnik zwierzęcia karmiącego ludzkie niemowlęta. Rzeźba ta, zwana Wilczycą Kapitolińską, znajduje się dziś w jednym z muzeów w Rzymie.