Bohaterką noweli jest matka -uboga kobieta miejska, wdowa, samotnie wychowująca syna. Mieszkają oboje w niewielkiej izdebce na poddaszu, z widokiem na zabudowania fabryczne i wielki komin. Dym unoszący się z niego stanowi dla kobiety obiekt ciągłych jej spojrzeń i stałej uwagi. W fabrycznym piecu palił jej Marcyś, który niedawno otrzymał posadę kotłowego, z czego był bardzo dumny. Praca ta stanowiła jedyne źródło utrzymania dwójki ludzi, chociaż na niewiele mogło ono wystarczyć. Życie chłopca składało się z wielogodzinnego podsypywania węgla do kotła oraz kilku godzin snu, a jedyną rozrywką były jego zabawy z kosem. Dla matki syn i opieka nad nim stanowiły główny cel życia. Kochała Marcysia miłością kobiety, dla której nikt inny nie liczy się. On zapewniał jej spokojną i bezpieczną starość, był obiektem starań i troski, codziennego porannego budzenia, oczekiwania na powrót, wiadomości, jak minął dzień. Nicią łączącą matkę i syna był dym z komina.„To jak żelazna gadzina wywijał się sam z własnych przegubów coraz wyżej, coraz wyżej; to jak leciuchna zasłona w powietrzu wiał siejąc przed siebie obłoczki różane; to jak z kadzielnicy prosto w górę szedł wełniąc się miękko po skrajach, to jak olbrzymi pióropusz pod słońce się palił, z komina jak z hełmu, wiatrem wiejąc; to się w jakieś postacie cudne wydłużał, w jakieś mary nieziemskie, w jakieś widzenia.” Kobieta widziała go stale, czy to przyrządzając chłopcu zupę na obiad, czy cerując jego ubranie, czy dziergając na drutach pończochy na sprzedaż. Stanowił dla niej dowód, że Marcyś żyje, pracuje, jest gdzieś niedaleko. Syn natomiast stojąc przy piecu dostrzegał cienkie pasemko dymu nad dachem facjatki, uśmiechał się do niego, bo wiedział, że matka przygotowuje mu posiłek. Z większą ochotą zabierał się wtedy do pracy, wyobrażając sobie, że „tam ukochana stara jego matka w bieluchnym czepku na głowie, w tołubku przepasanym różowym fartuchem, drobna, zwiędła, zgarbiona, szykuje dla niego jakiś barszcz wyśmienity lub wyborny krupnik”. Objawów miłości matczynej było więcej. Kiedy rano obserwowała śpiącego, zwlekała z momentem obudzenia go („Niech ta jeszcze ździebluchno pośpi (…)”). Gdy w porze obiadowej wpadał do domu, podsuwała mu skromny wprawdzie, lecz smakowity posiłek i nieraz oddawała mu swoją porcję, sama żywiąc się resztkami. Nadsłuchiwała jego kroków, gdy „zbiegał w trzech susach z facjatki na dół”. („Nogi jeszcze połamie (…) schody porozbija”- martwiła się). Wieczorem mogła się trochę nim nacieszyć, wysłuchując jego opowieści lub obserwując jego zabawę z kosem. Głaszcząc go po głowie, zapędzała do łóżka, by mógł odpocząć po ciężkim dniu pracy.

Dramat J. Słowackiego prezentuje postacie trzech kobiet: wdowy i jej córek, Aliny i Balladyny. Wdowa jest prostą, wiejską kobietą, ciężko pracującą na utrzymanie siebie i obu dziewczyn. Swoje córki kocha ponad wszystko. Chciałaby zapewnić im lepszą przyszłość, dobre zamążpójście i bogactwo. Szczególnie wyróżnia Balladynę. Nawet wówczas, gdy ta wyrzeka się starej biednej matki, odpędza od zamku, a nawet wyraża zgodę na jej torturowanie, Wdowa nie ujawnia przed sądem jej imienia. Cierpi skrycie, jak matka kochająca nadmierną miłością swoje dziecko. Gotowa jest dla córki oddać własne życie. Alina, młodsza z sióstr, jest dobrą i kochającą dziewczyną. Darzy matkę głębokim i szczerym uczuciem. Chętnie wyręczają w ciężkiej pracy. O swym przywiązaniu do rodzicielki mówi szczerze, z prostotą, bez wyszukanych słów. Kocha również Balladynę. Reprezentuje typ dziewczyny niewinnej, skromnej, wrażliwej i serdecznej. Pracowita i sumienna, pierwsza uzbierała dzban malin w lesie i to ona powinna zostać żoną Kirkora, tym bardziej, że pokochała go szczerą i prawdziwą miłością. W swej prostoduszności nie przewidywała, iż przekomarzaniem się z Balladyną sprowokuje swoją śmierć. Nawet ugodzona nożem, nie wierzy, że siostra dla dzbana malin może popełnić morderczy czyn. Główną postacią dramatu jest Balladyną. Jej osobie twórca poświęca najwięcej miejsca i jej postać charakteryzuje najbardziej. Jest to osoba na wskroś zła i okrutna. Już w chacie ubogiej Wdowy da się zauważyć, iż nie kocha ani matki, ani siostry. Nie darzy także uczuciem Kirkora, a jej słowa kierowane do hrabiego są fałszywe i podszyte żądzą władzy. Właśnie pragnienie bogactwa i władzy kieruje jej czynami. Za wszelką cenę pragnie wydobyć się z wiejskiej nędzy i poprzez to małżeństwo z możnym panem poprawić swój status społeczny. W tym celu podstępnie zabija siostrę, a zrozpaczonej matce mówi, iż dziewczynę rozszarpały w lesie dzikie zwierzęta. Tym morderstwem rozpoczyna bohaterka drogę pełną zbrodni, nieprawości i występku. Po ślubie z Kirkorem wyrzeka się ubogiej matki, odtrąca dawnych znajomych, psami szczuje dawnego kochanka Grabca. Wraz ze swym sprzymierzeńcem, który zna jej tajemnicę, knuje spisek przeciw mężowi. Najpierw mordują Kirkorowego posłańca, potem Grabca. W ten sposób Balladyną wchodzi w posiadanie świętej korony Popielów. Na przeszkodzie do tronu królewskiego stoi mąż, wysyła więc wojska przeciw Kirkorowi. Ginie on w walce, ale sprawczynią jego śmierci jest na pewno Balladyną. Teraz pozostaje jej pozbyć się kochanka i sprzymierzeńca, który mógłby jej zagrażać. Podstępnie go truje, a winą za to morderstwo obarcza innych. Osiąga wreszcie cel, do którego tak uparcie dążyła- zostaje królową. Teraz jako sprawiedliwa władczyni musi rozpocząć panowanie od sądzenia zbrodniarzy. Wydaje wyrok śmierci na siebie, ginie od pioruna.
Każde dziecko wie, jaką wspaniałą „rzeczą” na świecie jest babcia. Ona rozpieszcza, kupuje łakocie, których rodzice skąpią, przynosi zabawki, czasem zrobi na drutach nowy sweterek. W jej ramionach można wypłakać się z powodu zbitego kolana lub popsutego samochodu. A jakie pyszności potrafi gotować lub wypiekać. Do babci można wyjechać na wakacje. A ile pięknych baśni można od niej usłyszeć! Tylko ona potrafi pocieszyć, gdy spotka nas niepowodzenie, gdy mamy nasze małe i duże kłopoty; poradzi, jak wybrnąć z tarapatów. Babcia -to przecież najwspanialsza osoba na świecie. Pochwałę babci głosi również wiersz J. Barana. Podmiot liryczny mówi o nich w liczbie mnogiej, a utwór nazywa „bajką” czyli opowieścią, historią. Same były kiedyś dziećmi, potem matkami, wreszcie wraz z urodzeniem wnucząt, rozpoczęły swoje trzecie wcielenie- Ich siwe włosy („w aureoli srebrnych włosów”) nadają im powagi i godności, ale też i chwały. To one uczą trudnych kroków chodzenia i wygląda to tak, jakby same też się tego uczyły („uczą się od wnucząt stawiania pierwszych kroków”).Tych pierwszych rzeczy jest wiele: pierwszy krok, pierwsza komunia, pierwszy dzień w przedszkolu, w szkole. To trzecie wcielenie babć dodaje im nowych sił i nowej energii do życia. Czują się potrzebne i kochane, „nieśmiertelne w swej pogodzie” -zawsze pełne cierpliwości, radości i uśmiechu. Jak Bóg, o którym mówi się w Biblii, że był, jest i będzie, one również trwają przy swoich wnukach od momentu urodzenia „choćby się wszystko zmieniło na amen”. Samotne w swoim posłannictwie, nie mogą liczyć na swych mężów, których „dawno już nie ma” albo zmęczeni życiem, nie mają takich niespożytych sił, jak one. Wydaje się, że zawsze były „niestrudzonymi szafarkami światła”, obdarowując swym ciepłem i miłością wszystkich wokół siebie. Ich życie uległo reinkarnacji, nie widzą zbliżającej się śmierci jakby wiecznie miały żyć”. Odnajdują nowe powołanie, które sprawa im wielką satysfakcję i radość. Są wielkie przez to, że nie odczuwają upływu lat, lecz z pełną świadomością poświęcają swe życie innym.

Bohaterką antycznego dramatu jest Antygona, córka króla Edypa. To postać niezwykle tragiczna. Już w momencie urodzenia ciąży na niej klątwa rodziców (znamy mit o rodzie Labdakidów). Zanim zacznie się akcja utworu Sofoklesa, tajemnica kazirodczego związku Jokasty z synem Edypem wyjdzie na jaw. Antygona staje się świadkiem śmierci matki, zaś nieszczęśliwego ojca, oślepionego, odprowadzi na wygnanie. Potem następuje wojna o władzę w Tebach między jej braćmi, Polinejkesem i Eteoklesem, zakończona śmiercią obu młodych ludzi. Na tronie zasiądzie Kreon i wyda zakaz grzebania pierwszego z nich, uznawszy go za zdrajcę narodu. Antygona jako królewska córka cechuje się wyniosłością i dumą. Nieszczęścia, które dotykają jej rodzinę, nie załamują, lecz umacniają niezłomność jej woli. Jest mądrą, piękną i odważną młodą kobietą, która świadomie i z przekonaniem sprzeciwia się rozkazom króla. Miłość do rodziny stanowi dla niej świętość. Uważa pogrzebanie ciała brata, za swój siostrzany obowiązek. Nikt nie może zabronić jej czynu zgodnego z sumieniem i religią. Przeciwstawia się woli władcy, chociaż ma świadomość kary, jaka ją czeka za złamanie praw ustalonych przez niego. Dla niej liczą się jedynie prawa nakazane przez bogów. Nie boi się śmierci. Odważnie głosi swoje racje i zarzuca Kreonowi tyranię i bezwzględność. Przypomina mu, że nie można ustanawiać własnych praw, łamiąc inne. Przekonanie o tragicznym powołaniu, które przyniesie chwałę, jeszcze bardziej umacnia ją w przekonaniu. Pozostaje głucha na jakiekolwiek argumenty.„Współkochać przyszłam, nie współnienawidzić”- uzasadnia swój czyn. Kieruje nią przede wszystkim miłość bez interesu i bez warunku. Ale jest także człowiekiem, zwykłą młodą dziewczyną po ludzku przeżywającą własne nieszczęście. Rozpacza nad swoim losem, kocha przecież życie i świat. Trudno jej pogodzić się z faktem, że weselne łoże musi zamienić na kamienny grobowiec, umiera skazana na śmierć głodową. Nie lęka się kary, żal jej jedynie straconej młodości, nie przeżytego życia, miłości, macierzyństwa, które nie będzie jej udziałem. Jest tragiczna, bo o jej sytuacji przesądził los, bo nie ma wyboru: każda decyzja byłaby zła. Gdyby zaakceptowała nakazy Kreona, złamałaby prawa boskie. Grzebiąc brata, łamie zasady ustalone przez człowieka. Wybiera działania motywowane wyższymi pobudkami: miłością rodzinną, posłuszeństwem wobec bogów, obowiązkiem wobec najbliższych.
